Szczegóły recenzji

Filmowy Leksykon Psychologii (z autografem Autorów)

Recenzja produktu (zgłoszona 20 lipca 2017):

(...) Twórcy Leksykonu ujęli rzecz metodycznie i modułowo – z dużym pożytkiem i wygodą dla użytkownika ich opracowania. Podejmują bowiem wysiłek oprowadzania go po dwóch bardzo odmiennych formułach ludzkiej wiedzy: po medycynie i po filmoznawstwie. Oba te rejony są dość ekskluzywne, choć panuje przekonanie, że zarówno na zdrowiu jak na filmie znają się wszyscy.


 


Pierwszy z nich pokrewny jest naukom ścisłym, gdy w grę wchodzi metodyka prowadzenia wywodu. Tu z jednej strony łatwo ugrzęznąć w terminologii fachowej, a z drugiej popełnić nadużycie polegające na upotocznieniu czy banalizacji choroby. Autorzy uniknęli każdej z tych skrajności dzięki temu, iż wiedzę o chorobie podzielili na dwa komplementarne szczeble jej poznania: na obiegowy (czy objawowy) oraz ściśle medyczny (na tyle jednak, na ile wskazuje zdrowy rozsądek w książce zaadresowanej jednak głównie do konsumentów kina). Wstępny akapit rekapituluje więc to, co o chorobie „się wie”, „się słyszało”, „się mówi”. I to jest rozeznanie wstępne, zgrubne – ostatecznie każdy z nas od czasu do czasu niedomaga i sięga po „rady babuni” czy klika w „doktora Google”. Przypomina ono nieco ploteczki, jakie wymieniają pacjenci w poczekalni u lekarza. Tu jest miejsce na anegdotę, ploteczkę i opowieści, których puenta bywa reakcją rozmówcy typu: „Co pani powie!”.


 


Kiedy dolegliwość uzyska w ten sposób lokalizację w świadomości czytelnika, przychodzi czas na jej precyzację medyczną. Można to umownie przedstawić jako przekroczenie drzwi gabinetu lekarskiego. W książce wyraźnie oddzielone od wcześniejszych „znachorskich” pogaduszek. W tym umownym gabinecie „lekarz” stawia diagnozę i w pewien sposób dekoduje chorobę przed zainteresowanym. Rysuje przyczyny, objawy, przebieg, sposoby i szanse kuracji, perspektywy wyleczenia (o ile są). Lekarz nie zanudza terminologią fachową (zresztą dla naprawdę zainteresowanego nawet bardzo szczegółowa informacja nie byłaby pewnie nudna ze zrozumiałych względów), ale też nie pomija niczego, co istotne, by informowany zyskał całościowy obraz i perspektywę. W każdym razie dotarłszy do tego szczebla wywodu czujemy się poinformowani. „Życiowo” i medycznie. (...)

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji można uzyskać w polityce prywatności. Zobacz więcej